Meindl Lavis GTX

Jestem sprzętowym konserwatystą i minimalistą. W dobie postępującej specjalizacji każdego elementu turystycznego wyposażenia staram się wybierać modele jak najbardziej uniwersalne. Weźmy buty - kilkanaście lat temu kupiłem swoje pierwsze treki i chodziłem w nich w lecie, zimie, po górach i pustyniach. Wtedy było to dość powszechne podejście, dziś każdy popupkałby się na taką beztroskę w czoło. Łącznie ze mną. Mamy więc buty wysokogórskie na zimę, dobre pod raki pół- lub automatyczne. jest obuwie na wiosnę i jesień, z solidnym gumowym otokiem i membraną, co ma zapewnić maksymalną wodoodporność. Są letnie buty bez membrany, dobre na upały w górach albo pustynie. Są podejściówki, górskie biegówki, obuwie na solidne skały, na doliny i w piachy…. Moja szafa z outdoorem i tak zajmuje więcej miejsca niż mogli przewidzieć projektanci z ikei. Dlatego generalnie poprzestaję na dwóch parach, wobec których mam za to bardzo wysokie wymagania - zimowych do chodzenia po Tatrach i Alpach oraz trzysezonowych trekach na pozostałe okazje. Najważniejsza jest uniwersalność, co oznacza oczywiście kompromisy. Regularnie jeżdżę na kilkutygodniowe wyprawy z plecakiem, podczas których nie mogę sobie pozwolić na wzięcie więcej niż dwóch par butów, z czego jedna to często sandały.

 

Okazją do kupienia nowego obuwia była wyprawa na Bałkany - 180 km szlaku Peaks of The Balkans przez Albanię, Kosowo i Czarnogórę. To fantastyczna, wciąż “nieodkryta” trasa będąca pętlą zahaczającą o najwyższe szczyty tych trzech krajów. Rzeźba gór przypomina Dolomity, z tym że nie ma via ferrat, ani w ogóle żadnej większej infrastruktury, a szlak czasem wyznacza mocniej wydeptana trawa w dolinach.

 

Po 12 latach zdecydowałem się zdradzić model, który towarzyszył mi na wszystkich dotychczasowych ekspedycjach. Dlaczego zdecydowałem się na model Lavis GTX?

  1. Komfort. Co by nie mówić, to chyba podstawowe kryterium wyboru butów i nawet najlepsze technologie nie pomogą, jeśli będziemy mieć obtarte stopy. W góry Przeklęte byłem zmuszony zabrać buty nowiuśkie, prosto ze sklepu, łamiąc tym samym wszelkie zasady rozsądnego hikera. Na szczęście buty okazały się super wygodne, otarć brak, a wędrówkę po tygodniu zaczął uprzykrzać tylko jeden niewielki odcisk na prawej stopie.

  2. Waga. Na dłuższych wyjazdach buty potrafią leżeć przez parę tygodni w plecaku, czekając na swój czas. Ważne, żeby były nadmiernym obciążeniem. Waga 280g, jak podaje producent, to niewiele jak na porządne treki.

  3. Amortyzacja. Starszy kolega zwrócił uwagę na brak amortyzacji i stwierdził, że moje stawy mi to kiedyś wypomną. To fakt, z wiekiem zacząłem ze zdziwieniem zauważać, że dotychczas ignorowane przeze mnie sprawy, takie jak rozgrzewka, rozciąganie, czy trening przed większą wyrypą mają jednak spore znaczenie. Nie chcę przechodzić operacji kolana jak kilkoro moich kolegów, więc uznałem to za dobry moment, żeby znaleźć model z amortyzującą pianką. Nie jest to znowu wielka filozofia - właściwie większość dobrych butów ma w mniejszym lub większym stopniu amortyzowaną podeszwę - po prostu warto zwrócić na to uwagę.  Użyte w tym modelu pianki oznaczone sympatycznymi symbolami EVA i PU wydają się spełniać swoje zadanie.

  4. Oddychalność/ wodoodporność. Choć to dwie różne sprawy, to są ze sobą nierozerwalnie złączone. W bardzo dużym uproszczeniu - im większa wodoopornosć, tym mniejsza oddychalność. Ponieważ ma to być but trzysezonowy, decyduję się zawsze na kompromis, wybierając buty z membraną Gore-Tex i manewrując w zależności od pory roku rodzajami skarpetek i ilością impregnatu. Sprawdza się to dobrze i  również w przypadku Lavisów się nie zawiodłem. Temperatury na szlaku przekraczały na słońcu nieraz grubo 40 stopni i oczywiście nie można powiedzieć, by stopa czuła się wtedy komfortowo, ale nie sądzę, by jakikolwiek but z wysoką cholewką sprawiłby, że stopa pozostałaby sucha. Kilka razy spotkała nas burza i w takich warunkach membrana spisała się znakomicie. Pewne obawy wzbudza we mnie głębokie wcięcie wiązania sznurowadeł - pozwala to podobno znacznie lepiej dopasować but do stopy, ale nie wiem, czy nie będzie to słaby punkt w przypadku kilkugodzinnego marszu w deszczu - na szczęście nie było mi dane tego przetestować.

  5. Wytrzymałość. Nie mam w zwyczaju oszczędzać jakiegokolwiek sprzętu, dlatego zawsze wybieram rzeczy z mocnych materiałów albo godzę się z ich krótkim żywotem. Po dwóch tygodniach i ok 180 km w górach buty nie wykazują istotnych śladów zużycia.

  6. Gumowy otok z przodu - to też właściwie standard w dobrych trekach, choć nie jest stosowany we wszystkich modelach. Według mnie sprawa kluczowa, nie tylko ze względu na uszkodzenia mechaniczne (dobry, mocny zamsz/nubuk zadziwiająco wiele wytrzyma), ale łatwość przemięknięcia buta przy przedzieraniu się np. przez mokrą trawę. Nie jestem natomiast fanem gumowej osłony całej cholewki, gdyż zmniejsza to znacząco oddychalność, a nie jest aż tak istotne w warunkach letnich.

  7. Cena. W górach niestety sprawdza się powiedzenie, że “nie stać mnie na kupowanie tanich rzeczy”. Płacimy za markę będącą gwarancją wysokiej jakości wykonania buta, a co za tym idzie komfortu i mniejszego prawdopodobieństwa kontuzji. 900 zł to cena zbliżona do średniej dobrych butów trekkingowych, daleka od “najwyższej półki” i znacznie powyżej “najniższej”, czyli tak poszukiwany przeze mnie kompromis. Wydaje mi się, że dostałem za to produkt w pełni spełniający moje wymagania.